523K views, 600 likes, 13 loves, 210 comments, 121 shares, Facebook Watch Videos from Świat Gwiazd: Nagły, tragiczny wypadek Joanna Jabłczyńska w żałobie
285K views, 2.2K likes, 419 loves, 504 comments, 379 shares, Facebook Watch Videos from Goniec.pl: Prezydent Zełenski ogłasza: Mamy PRZEŁOMOWY MOMENT‼️Wielkie klęski Rosjan.
Translation for 'idź pan w chuj' in the free Polish-English dictionary and many other English translations.
cash. Nasz wywiad Sobota, 30 października 2021 r. 11:21 Maciej Frydrych, źródło: - Zastanawiam się, co to daje, że szkoleniowcy są zwalniani z Legii tak często, pomimo że sezon wcześniej zdobywają mistrzostwo Polski albo grają w europejskich pucharach - mówi w rozmowie z naszym portalem były wieloletni piłkarz Legii i aktualny zawodnik Pogoni Szczecin, Michał Kucharczyk. W obecnym sezonie "Kuchy" wystąpił w 12 spotkaniach i zdobył dwie bramki. Przed niedzielnym meczem powiedział nam między innymi o celach "Portowców", niedzielnym spotkaniu i sytuacji w zespole jest cel Pogoni na ten sezon? Czy myślicie o mistrzostwie Polski? Michał Kucharczyk: - Cel, jaki na ten sezon obraliśmy, to miejsca 1-3, które dawałyby nam walkę w eliminacjach europejskich pucharów. Oczywiście, w szatni rozmawiamy o mistrzostwie, ale dopiero pod koniec maja zobaczymy, czy o ten tytuł udało nam się powalczyć. Skreślasz już Legię z walki o mistrzostwo? - Nie skreślam jej z walki o tytuł. Pamiętam sezon, gdy mieliśmy dziesięć porażek i udało nam się zdobyć mistrzostwo Polski. Do końca sezonu zostały 22. kolejki, więc 66 punktów jest do zdobycia, wszystko może się zdarzyć. Przekonamy się w maju. Jaki jest Twój cel indywidualny na ten sezon? - Chciałbym osiągnąć takie statystyki, jakie miałem w zeszłym sezonie, taki jest plan minimum. Jeżeli bym je poprawił, to będę zadowolony. Jeśli chodzi o mój cel drużynowy, to chciałbym z Pogonią zająć miejsce co najmniej w pierwszej trójce. Pamiętasz, aby kiedykolwiek Legii wiodło się aż tak słabo? - Przypominam sobie, że gdy zaczynałem w Legii, a trenerem był Maciej Skorża, to Legia również miała nieciekawy początek. Różnica była taka, że wtedy nie graliśmy w europejskich pucharach. W Ekstraklasie nam nie szło, byliśmy bodajże na przedostatnim miejscu, później dwa razy zwyciężyliśmy, dzięki czemu się odkuliśmy. Z tego co pamiętam, ostatecznie zajęliśmy trzecie miejsce. Czy czujesz przed rywalizacją z Legią nieco inne emocje niż przed innymi meczami? - W zeszłym sezonie miałem już możliwość gry przeciwko Legii, ale wiadomo jak to wyglądało bez publiczności. Teraz ponownie wracam na Łazienkowską, ale na trybunach będą kibice, więc na pewno troszkę inaczej będę odczuwał to spotkanie. Meczu z Legią nie mogę traktować jako jakiegoś specjalnego. Muszę do niego podejść jak do każdego innego, bo czasami za duża motywacja skutkuje gorszą grą niż zazwyczaj. Do meczu z Legią przy Łazienkowskiej przystąpicie jako faworyt. Dosyć niecodzienna sytuacja. - Nie wydaje mi się, abyśmy byli faworytem w meczu z Legią. Legia u siebie zawsze grała bardzo dobrze, w składzie ma wielu świetnych zawodników, po prostu ostatnie wyniki nie szły z tym w parze. Teraz Legia ma nowego trenera, wiadomo, że zaszczepi im co innego. Musimy się spodziewać silnego przeciwnika, który oczywiście jest w jakimś dołku, ale zawsze jest moment, że w końcu z niego się wychodzi. Mam nadzieję, że nie stanie się to w niedzielę. Jak z Twojej perspektywy, czyli zawodnika, który w Legii spędził prawie dziesięć lat, wygląda całe zamieszanie w zespole? Zwolnienie trenera, mowa o podziałach w szatni czy "grupie imprezowej"? - Jest to dla mnie śmieszna sytuacja, którą przerabiałem nie raz. Mówiono, że zawodnicy zwalniają trenerów. Spójrzmy raczej przez pryzmat czasu - ilu trenerów prowadziło Legię od sezonu 2010 do sezonu 2021. Zastanawiam się, co to daje, że szkoleniowcy są tak często zmieniani, choć sezon wcześniej zdobywają mistrzostwo Polski albo grają w europejskich pucharach. W tym sezonie Legię w końcu złapała zadyszka po dziewięciu latach. Dla mnie trener powinien dostać szansę, aby wyjść z tego kryzysu, bo według mnie nie on jest winny temu wszystkiemu. Rozmawiał Maciej Frydrych Komentarze (27) +dodaj komentarz grzesiek - / 17:32, *. winna jest zawsze jedna strona pamietaj. odpowiedz OLaf - / 16:44, *. ekstraklapy to porażka że ten drewniak Neandertal jest ważną postacią w jakiejś drużynie, pobyt u ruskich zweryfikował ile jest wart odpowiedz Januszek - / 14:06, *. niech sie lepiej nie odzywa odpowiedz Biała Siła - / 16:02, *.@Januszek: Sza ,,,o odpowiedz Michu - / 11:07, *. nigdy go wiecej nie bylo w klubie. odpowiedz k - / 14:03, *.@Michu: Oby więcej takich właśnie było. Braki w talencie nadrabiał gdy trzeba było to zrobić. Wiele ważnych meczów nam wygrał. Nawet jeśli był zmęczony w czwartki. Kuchy King! odpowiedz buks - / 01:22, *.@Michu: Jest lepszy od większości obecnych, ofensywnych piłkarzy Legii. odpowiedz Adam - / 09:31, *. zwolniony, a ci którzy go wsadzili na minę nadal szczęśliwi w klubie i nie widzą dalszych problemów. odpowiedz Wolfik - / 10:50, *.@Adam: Za pół roku, góra rok większości z nich juz w Legii nie bedzie. Więc jaki problem mają widziec? Klub płaci dobrze, mozna się zabawić, a jak co do czego zawsze winnego zawsze się znajdzie. Teraz nawet Rose, który grać w piłke umie średnio ma "białą kartę".... odpowiedz matus007 - / 09:14, *. Legii Kucharczyk zawsze będzie Legendą , nie potrzebnie zrobiono z niego kozła ofiarnego...taka prawda odpowiedz Adam - / 09:34, *.@matus007: legendy to Bazyliszek. Kuchy to były piłkarz, jeden z wielu. odpowiedz WIEC!MOCNIEJ!LEGIO! - / 01:18, *. Pamiętasz, aby kiedykolwiek Legii wiodło się aż tak słabo? - Przypominam sobie, że gdy zaczynałem w Legii, a trenerem był Maciej Skorża, to Legia również miała nieciekawy początek. Różnica była taka, że wtedy nie graliśmy w europejskich pucharach. W Ekstraklasie nam nie szło, byliśmy bodajże na przedostatnim miejscu, później dwa razy zwyciężyliśmy, dzięki czemu się odkuliśmy. Z tego co pamiętam, ostatecznie zajęliśmy trzecie miejsce. odpowiedz Byniu - / 21:06, *. mówić i pisać różne rzeczy ale właśnie takich ludzi Jak Kucharczyk,którzy utożsamiają się z Legią najbardziej brakuje odpowiedz Tomasz - / 21:41, *.@Byniu: Tak , Arek Malarz i Kuchy są spoko . Do dziś nie rozumiem , czemu po ostatnim sezonie Kuchego u nas , te wszystkie zarzuty o problem w szatni poszły akurat (i jedynie) na niego , a reszcie drużyny się upiekło wtedy (mówię tu szczególnie o przegranym meczu z Wisłą Kraków , gdzie wszyscy , cała drużyna - się opierdzielali , a jedynie on był na tapecie , krytykowany . To chyba nie było sprawiedliwe) . odpowiedz Jotun - / 09:24, *.@Tomasz: Kuchy sorzedawal info z szatni znajomemu dzienikarzowi odpowiedz FOREVER LEGIA - / 20:19, *. dla jaj zarzucił "Kuchy King",a on i wy się tym jest sens,żeby pytać się byłego piłkarza/trenera o sytuację w klubie w występował? Na serio liczyliście,że taki delikwent się rozpruje i "da wszystko na papier"?. odpowiedz wkz - / 18:05, *. panie Michale Ty już wiesz dobrze jak się robi atmosferę w szatni i zwalnia trenerów. Vuko jaki był to był ale prawdę o Tobie powiedział. Tyle... odpowiedz Hiszpan - / 14:50, *. chłopak z okolic Warszawy. Serducho tu zostawił. Nie to co nażelowane piłkarskie
Eniac 2 zapytał(a) o 19:49 Idź Pan w ch*uj, nie mam czasu To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% 0 0 Odpowiedz Najlepsza odpowiedź TheProDanioXD odpowiedział(a) o 19:49: ok, spoko xd Odpowiedzi OmegaOli odpowiedział(a) o 19:50 nie? xDD NatkaPietruuszki odpowiedział(a) o 20:01 Ok, pa? Flaenr odpowiedział(a) o 20:08 To pa Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
WTMW. Lakers 121 Hawks 129 Mecz rozpoczął się gdy jadłem obiad. Włączyłem gdzieś pod koniec trzeciej kwarty, a tam Lakers powyżej stu punktów! Myślę sobie, ale jadą. Zaraz się skończy paliwo i będą tyły. No i były. Czwarta kwarta to była parodia koszykówki. Nie chce mi się wiele komentować, bo nie zasługują. Może tak: Lakers przegrywają mecz, w którym Davis robił pod trzydzieści na 50% z gry. Westbrook dokłada efektywne 20/7/12 wcale nie popełniając przy tym wielu strat oraz najlepszy mecz w karierze zalicza Malik Monk pokrywając wszelkie ewentualne braki: 33 punkty 10 zbiórek 5 asyst na…. 8/14 zza łuku. Pięciu ludzi zalicza dwucyfrową zdobycz, zostaje parę minut by utrzymać się na dziesięciopunktowym prowadzeniu. Wuja tam! Hawks wygrywają ostatnią odsłonę 38:20. Oddają trzy rzuty spod kosza. Cała reszta to dystans sześciu metrów lub dalej. Z szesnastu dalekich prób wpadają cztery. Na dwie minuty do końca jest remis 121:121, ale dalej punktować już będą wyłącznie Hawks. Malik Monk odpali trzy niecelne trójki, a Russ cegłę z pełnego biegu spod obręczy. Clippers 115 Hornets 90 Szerszenie chwilowo straciły żądło. Nie grają Hayward i Oubre dodający ekipie wszechstronności i dynamiki. Zespoły przeciwne nauczyły się ciasno kryć Roziera i wchodzącego z ławki PJ Washingtona. Obaj panowie zaliczą w tym meczu 7/28 z gry. Prądu zabrakło, a defensywna? A defensywa jest niezmiennie zła. Dobry scouting Ty Lue, zmiennicy (Kennard, Boston Jr, Winslon) dominujący spotkanie. W pojedynku rezerw 62:21! Ot i cała różnica. Blazers 116 Bulls 130 No cóż, obie strony zatrudniają dynamicznych strzelców. Nazwiska jak CJ McCollum, Anfernee Simons, Norman Powell, Zach LaVine, DeMar DeRozan czy Nikola Vucevic znane są doskonale kibicom regularnie czytającym GWBA i nie tylko. Trudno utrzymać technicznego CJ-a, bo nie ma słabych stron ofensywnie. Simons to materiał na Most Improved Player, bezpośredni powód dla którego Blazers realnie myślą teraz nad transferem CJ-a. Powell dynamikę ma piekielną, nawet jeśli pod kosz jeździ zazwyczaj w prostej linii. O walorach tercetu Bulls przekonywać nikogo chyba nie potrzeba. Przez dwadzieścia minut ostrzeliwali się równo, a potem LaVine zaliczył 3+1, punkty dołożył Vucevic, a kwartę wykończył DD. Do przerwy gospodarze mieli więc 3-4 posiadania przewagi, które nieznacznie powiększyli w drugiej połowie, jak zresztą widać na załączonych obrazkach. Wszystko za sprawą nie tylko dużego kalibru talentów, ale i współpracy. Ruch piłki po stronie Chicago bywa momentami imponujący. Widać, że się lubią. Cavaliers 105 Pistons 115 Wbrew szacunkom bukmacherów, którzy ma się rozumieć nieomylni nie są i nigdy nie będą. Cavs prowadzili dziewięcioma punktami w czwartej kwarcie, ale przez kolejnych OSIEM MINUT zdołali zdobyć w sumie DWA PUNKTY! Do tego czasu Pistons byli już jedenastoma z przodu. 22:2! I dlatego tak ważną postacią w tym zespole był Ricky Rubio. Dziwne, że trener Bickerstaff nie przerywał gry kiedy gospodarze wyraźnie nakręcali się kolejnymi trafieniami. Lineup z czterema (!) non-shoterami na placu (Rondo, Okoro, Mobley, Allen) to również okazała się woda na młyn Pistons, którzy zamknęli się pod koszem w oczekiwaniu na zbiórkę. No i jeszcze dziewięć spudłowanych rzutów wolnych Cavs. Dobrze chociaż, że “nasz człowiek” Cade Cunningham się przełamał po ostatnim meczu (19 punktów 10 zbiórek 10 asyst) choć początek tegoż spotkania również nie wyglądał obiecująco (0/10 z gry!) Najlepszym strzelcem meczu Saddiq Bey (31 punktów) ale autorów sukcesu było więcej (Frank Jackson, Trey Lyles, Rodney McGruder). Walczyli i to się liczy. Mavericks 108 Magic 110 Kolejna niespodzianka tej nocy, ale co ostatnio pisałem? Do składu wrócili strzelcy i sporo talentu obwodowego zebrało się w Orlando. Takiego powiedziałbym niewdzięcznego do krycia i zadziornego. No bo tak: Franz Wagner (18 punktów 9/15 z gry) spóźnionego obrońcę minie samą techniką i wiele się przy tym nie będzie zastanawiał. Niby biały i szczupły, ale mierzy 208 cm wzrostu więc powodzenia. Triple threat position ma opanowane do perfekcji. I to właśnie layup tego młodego człowieka w ostatniej minucie meczu przełamał remis. Cole Anthony to prze/ambitny, dynamiczny zawodnik, który co wieczór będzie testował swoje możliwości i wywierał presję na obronę. Jalen Suggs to samo, wysoki pick draftu. Obaj dziś zebrali najwięcej atencji i kiepsko rzucali, ale zaletą tego składu, jak próbuję Wam przekazać, jest właśnie głębia. Na to wchodzą partyzanci z ławki: atleta, nie do zablokowania Terrence Ross (też słabo rzucał) Gary Harris (brak słabych punktów, przecież do niedawna starter w Denver) Mo Wagner rozciągający grę oszukany center oraz Chuma Okeke (power forward w stylu Roberta Covingtona) w tym wypadku bohater spotkania, autor linijki 19/5/4/3 na 70% skuteczności z gry. Sorry panie Doncic (34 punkty 12 zbiórek 11 asyst) ale wszystkich pokryć się nie da. Triple-double tym razem poszło z dymem, bez sensownie. Usprawiedliwienie od mamy: dla Mavs był to mecz dzień po dniu z przelotem z Teksasu na Florydę. Po drodze stracili jeszcze Porzingisa, który nie, nie wypadł z samolotu, ale uszkodził kolano w poprzednim spotkaniu, o czym zresztą donosiłem. Nuggets 136 Bucks 100 Joker pochwalił Giannisa, uznał że sam chciałby podobny sukces osiągnąć z chłopakami z Denver, a następnie usadził obrońców tytułu na tyłku. Przy nazwisku Serba pojawiło się 18 punktów 9 zbiórek i 15 asyst. Po parkiecie pląsał 28 minut, czyli 6-7 mniej niż zazwyczaj, a przy tym była to praca lekka i przyjemna. Podania szły jak zawsze, z precyzją i czułością, a koledzy trafiali i to jak! W całym spotkaniu dziewięciu różnych graczy Nuggets osiągnęło kolektywne 23/43 zza łuku! Co za tym idzie Bucks nie pobiegali sobie do kontrataku, łatwych punktów, miejsca na rozpęd, ani otwartych przestrzeni nie widzieli. Sprawdź to podanie! Biała flaga została wywieszona jeszcze przed końcem trzeciej kwarty, taki to był mecz. Przyznam szczerze, nie spodziewałem się. Dla ekipy Denver to przełamanie, dawno tak nie trafiali, było dokładnie na odwrót, bicie jak kulą w płot. Między innymi stąd najwyższe w karierze punktowe zdobycze Jokica, który uwierzcie, wcale nie ma ciśnienia na bycie czołowym strzelcem NBA. Przecież to widać od razu, to jest point-center rasy pass-first. Kto to mówił, że zdobyte punkty cieszą jedną osobę, a asysta cieszy dwie? Magic Johnson? Za długo przy tym siedzę, rejestr się zaciera. Jazz 106 Wolves 126 Katastrofalnie wygląda defensywa bez Rudy’ego Goberta. Na domiar złego Joe Ingles uszkodził kolano, a Donovan Mitchell został objęty ligowym protokołem bezpieczeństwa dotyczącym urazów głowy. Podejrzewa się u niego wstrząśnienie mózgu i prewencyjnie od gry odsuwa. To już siódmy mecz, który opuścił. Jednocześnie jest to piąta z rzędu porażka Utah. Pierwsza połowa względnie wyrównana. Tamy puściły dopiero w trzeciej kwarcie. Gospodarze za sprawą Karla Townsa, Jordana McLaughlina (McŚmieszek zastępował na rozegraniu D’Angelo Russella) a przede wszystkim Jadena McDanielsa… wyrwali do przodu na piętnaście punktów. Cała wymieniona trójka zaliczyła skuteczność 24/32 z gry czyli 75% (!) w tym 8/9 zza łuku. A teraz patrz zdanie pierwsze. Spurs 110 Suns 115 Chris Paul rozdał DZIEWIĘTNAŚCIE asyst (plus 20 punktów i 8 zbiórek). Suns wygrali czterdziesty mecz z 49 dotąd rozegranych. Phil Jackson miał kiedyś teorię, że materiał mistrzowski to 40 zwycięstw przed odniesieniem 20 porażek. Suns w takim układzie to hegemon. Powtarzam i ciekaw jestem czy będę miał słuszność. Phoenix brakuje gabarytu, w szczególności na pozycji silnego skrzydła, w szczególności w ustawieniu, które prezentują z wysoko rotującym w obronie centrem i wymianą pozycji. San Antonio bez trójki czołowych zawodników: Dejounte Murraya, Derricka White’a i Kuby Poeltla. Dziwna koincydencja, że akurat w jednym czasie zaniemogli. W sztabie Gregga Popovicha chyba uznali, że są przeciążeni, a mecz i tak był “nie do wygrania”. Czy naprawdę był? Toć przecież Spurs dyktowali warunki przez 3/4 zawodów! Prowadzili jedenastoma bodaj na koniec trzeciej kwarty. Lonnie Walker, Doug McDermott i Keldon Johnson dosłownie szaleli. A potem Suns na nich siedli. CP3 zapalił fajkę z półdystansu, jak dziadek szykujący się do opowiedzenia wnuczkom bajki na dobrano. Devin Booker trafiła dwie następujące po sobie trójki i tyle było z prowadzenia. W końcówce dyskusyjnie odgwizdany błąd kroków, ale koniec końców hierarchia została przywrócona. Nadzieje kibiców rozpala najmłodszy chyba gracz ligi Joshua Primo (dwunasty pick draftu dopiero co skończył 19 lat). Młody mierzy 193 cm wzrostu, gra z dużą pewnością siebie, a jego największą zaletą są rzuty do kosza. Co ważne, jest przy tym nieegoistyczny, to znaczy rozróżnia pozycję dobrą od znakomitej i klapek na oczach nie ma. Dziś zrobił 13 punktów przy 3/4 zza łuku, ale też 5 strat popełnił. Kozioł i decyzyjność potrzebują pracy, ale warunki ma super. Taki podobny chłopak co Anfernee Simons z Portland. Dobrego dnia wszystkim. b
a idz pan w uj